Serwis motocyklowy Ridersbuy

Badania naukowe wciąż trwają, ale czy było to wynikiem nadmiaru spalin, czy tlenu a może nadmiarem czegoś zupełnie innego, tak czy owak pewnego (najprawdopodobniej) poranka spłynęła na nas świetlistym strumieniem IDEA.

Jednośladowcy są przecież równoprawnymi, ale nieco odmiennymi użytkownikami dróg niż pozostali. Ot choćby dlatego, że pozdrawiamy się uniesieniem całej dłoni, a nie tylko jednego palca. Większość z nas potrafi samodzielnie podłubać w swoim rumaku, często po to tylko, by z przerażeniem odkryć bolesny brak jakiegoś gadżetu, na który i tak nie ma już miejsca. W 99% przypadków wypasiony Hary zatrzyma się widząc zrozpaczonego brakiem paliwa chuderlawego mopeda na poboczu, zamiast go zwyczajnie obtrąbić. Właściciel obłożonego jaskrawym plastikiem silnika o mocy elektrociepłowni w Turoszowie wychyli szczery kufelek z jeźdźcem na czterdziestoletniej SHL-ce, a wszyscy, do spółki z bezsilnikowcami ruszą jak jeden mąż (i żona) jeśli tylko usłyszą, że trzeba wspomóc kolegę, oddać krew czy zrobić frajdę dzieciakom z sierocińca.

 

I to jest właśnie rys historyczny portalu RIDERSBUY.pl
Potem było już trudniej. No bo jak marynarz z biologiem zaczynają robić portal motocyklowy to w najlepszym razie może być zabawnie.
Ilość nowych słów i pojęć do przyswojenia w pierwszym tygodniu spowodowała permanentny wytrzeszcz i tachykardię. Rodziny szeptały po kątach z troską chlustającą z każdego spojrzenia w naszą stronę. Ludzie zaczęli nam ustępować miejsca w tramwajach i pytali czy może trzeba nas przeprowadzić przez ulicę albo ponieść zakupy. Wkrótce okazało się, że w tym roku maj wypada we wrześniu.
Aż wreszcie – możemy napisać: witajcie w RIDERSBUY!!

Korzystanie z serwisu jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na wykorzystywanie plików cookie przez serwis.
Nie pokazuj mi więcej tego powiadomienia